Najprawdopodobniej nie chodzicie już od dawna do szkoły. Jednak pierwszy września, napisy „Witaj szkoło” widniejące w sklepach i wędrujący po ulicach odświętnie ubrani uczniowie – to wszystko budzi w nas wspomnienia. Na ułamek chwili doznajemy regresji: przenosimy się w przeszłość, do czasu, który wielu śni się w koszmarach, większość na niego narzeka, ale…
No właśnie, jest coś, co nam ta szkoła dawała, coś w nas ważnego zostawiła. I nie chodzi mi tu bynajmniej
o wiedzę faktograficzną, która jest ulotna, szczególnie w naszym pamięciowym systemie oświaty, gdzie nadal nie stawia się na kreatywność. Co zatem dawała nam szkoła w szerszym, psychologicznym wymiarze:
– regularność i rytm. Skoro wtorek to francuski, skoro piątek – to W-F. Niby monotonne, a jednak rytm większości z nas daje poczucie spokoju, osadzenia w życiu. Po to tez stosuje się w życiu ludzkim rytuały. W szkole rytuały pomagają nadać rytm cyklowi szkolnego życia. Obśmiane apele nie pozwalały popadać w nicość, poczucie pustki. Jak zwykle w dorosłym życiu przeżywamy np. Święto Trzeciego Maja? Zazwyczaj nijak.
– skonkretyzowane oczekiwania (szczególnie istotne w wieku młodzieńczym). Daje to poczucie pewności, możliwość kontrolowania swojego losu. Wiadomo było raczej, czego od nas wymagają nauczyciele, czego oczekują rodzice. Za nasze zachowania i wybory mogła spotkać nas nagroda lub kara. W życiu zawodowym często takich wytycznych nie ma – awans może nadejść lub nie, mogą nam zaproponować pracę lub zredukować nasze stanowisko na podstawie dość niejasnych dla nas przesłanek. Nam samym łatwiej było w czasie szkolnym dokonywać wyborów: np. skoncentruję się na biologii i matematyce, gdyż czuję się w tym dobrze. Potem następuje chaos, gdy otwiera się morze możliwości, które działa nieraz przytłaczająco. I nadal w wieku dojrzałym wiele osób zastanawia się, czy dobrą wybrało profesję i jaką pójść dalej ścieżką…
– zażyłe znajomości. Nie da się ukryć, że najłatwiej zawiera się przyjaźnie w wieku szkolnym. Łatwo wtedy z innymi o tematy łączące. Mieliśmy wiele wspólnych doświadczeń. Posiadaliśmy też „wspólnego wroga” – srogiego nauczyciela, rodziców w okresie młodzieńczego buntu, czepiającą się woźną czy też inną klasę, z którą nasza klasa się porównywała. A przy porównaniach dochodzimy do kolejnej korzyści:
– możliwość konkurowania. Szkoła to doskonała przestrzeń do rywalizacji. Rywalizacja źle się kojarzy? Jednak jest naturalnym ludzkim odruchem, potrzebą, która powinna być mądrze realizowania, szczególnie w przypadku dzieci i młodzieży. Chodzi o to, by rywalizacja toczyła się na pozytywnym polu (rozgrywała się nie w bójce, a na zawodach, dotyczyła nie tego, kto lepiej wyszydzi innych, a tego kto lepiej zorganizuje wyjazd). Po opuszczeniu systemu edukacji nie mamy już tak wielu okazji, by wprost, na zróżnicowanych polach i na fair zasadach rywalizować z rówieśnikami.
– okazje do wyzwań i rozwoju. Choć może czuliśmy się stłamszeni, ale jednak w tym okresie naszego życia edukacja była priorytetem. Można za tym tęsknić, szczególnie w dzisiejszym świecie, gdzie królują rutynowe prace w centrach usług tudzież w machinie urzędniczej biurokracji. Wiele osób pracuje poniżej swoich możliwości intelektualnych. Kto z nas ma szansę na co dzień się wykazywać? Nieliczni szczęśliwcy.
– Znaczące doświadczenia społeczne. Chodzi nie tylko o przyjacielskie znajomości, ale ogólnie o intensywność wszelkich kontaktów społecznych, jakie mieliśmy wtedy darowane. Nie musieliśmy o nie zabiegać, nawet największy odludek, outsider siłą rzeczy poznawał ludzi i choć od czasu do czasu z nimi rozmawiał. Otaczali nas przeróżni uczniowie, rozmaici nauczyciele. Z kolei w dorosłym życiu często umiejscawiamy się w jednorodnym środowisku społecznym, brakuje zróżnicowania podejść i tematów. Jeśli jesteśmy informatykiem, chętnie otaczamy się informatykami i rozmawiamy hermetycznym językiem. Księgowi spotykają się po pracy
z księgowymi etc.
W trakcie psychoterapii często wraca się do szkolnych wspomnień, nawet z osobami, które doświadczenia szkolne mają za sobą dekady temu. Doświadczenia te często nas kształtowały. I w drugą stronę: ukazywały niczym w soczewce nasz styl funkcjonowania międzyludzkiego. Te wspomnienia bywają symptomatyczne, pokazują coś, co w dorosłych kontaktach międzyludzkich jest ledwie zarysowane, choć doskwierające. Warto do tych wspomnień wrócić i zobaczyć je z nowej, dorosłej perspektywy.